Ararat

Drugiego dnia dla zdobycia aklimatyzacji podchodzimy na lekko, bez większego bagażu, w okolice niższego obozu drugiego na 4100 m. Krajobraz staje się coraz bardziej księżycowy, zanikają rachityczne kępy traw. Wyraźnie wydeptane przejście prowadzi zakosami pod górę lawirując wśród rumowisk pełnych osypujących się kamieni i pyłu. Nie odczuwam problemów związanych z wysokością i zamiast godzinnego odpoczynku udaję się sam na około 4500 m by wkrótce wraz z pozostałymi cżłonkami wyjazdu powrócić na drugi nocleg w C1 na 3200 m.
Trzeci dzień to przeniesienie obozowiska do C2 i ponowne wejście na 4100 m. Po wczesnej kolacji rozchodzimy się do swoich namiotów by odpocząć przed nocnym atakiem szczytowym.
Wstajemy po północy na szybkie śniadanie i po 1 nad ranem wyruszamy na atak szczytowy. Niestety nie otrzymałem pozwolenia na samodzielne wejście i dołączam do szeregu światełek rozświetlających ciemności. Lokalni przewodnicy zajmują miejsca na początku i na końcu grupy by nikt nie zgubił się czy pozostał z tyłu. Nasze tempo jest wolne dla zmaksymalizowania szans na sukces dla jak największej liczby osób mimo krótkiej aklimatyzacji i różnic w przygotowaniu kondycyjnym. Przyzwyczajony do wiekszego wysiłku nie mogę się rozgrzać podejściem i wkrótce zakładam dodatkowy polar.
Około 4 nad ranem zaczyna świtać. Podchdząc zachodnim zboczem możemy obserwować ogromny cień Araratu rzucany na płaskowyż poniżej. Wraz z wysokością wzmaga się siła wiatru potęgując uczucie zimna. Mijamy pierwsze osoby z innych grup które rezygnują.
Wreszcie docieramy do lodowej kopuły szczytowej gdzie zakładamy raki. Łagodne śniezno-lodowe zbocze pokonujemy w kilkadziesiąt minut i wszyscy stajemy na skrytym w chmurach szczycie Araratu 5137 m.
Czy była to trudna wyprawa? W mojej ocenie nie, szlak nie przedstawia trudnosci wspinaczkowych. Należy jednak brać pod uwagę wysokośc i przygotowanie wydolnościowe do całodziennej aktywności w górach z plecakiem.
Największym wyzwaniem był …. wszechobecny w niższych partiach pył; wzbijany przy każdym kroku, niesiony wiatrem, wdzierający się do namiotu i pokrywający wszystko warstwą brunatnego nalotu…

Add a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *