Javornicka (prawie) stówka

W połowie października wziąłem udział w ultramartonie Javornicka Stovka. Było to dla mnie dość spontaniczny start bez przygotowania. Nie planowałem tak długich biegów zaraz po wyprawie w Tien Shan ale krótsze dystanse były już obsadzone. Na ten bieg dostałem się z listy rezerwowej w ostatniej chwili.

W piątkowy wieczór wraz z Tomaszem dojechaliśmy na miejsce startu w Cadcy, gdzie na sali szkoły podstawowej czekała nas prawie nie przespana noc i wczesna pobudka by spakować rzeczy i przygotować się do startu. Trasa zapowiadałą się na dość wymagającą – około 106 km i 4480 m wysokości. Szczególnie trudny był odcinek między 4 a 5 punktem kontrolnym o długości 21,1 km +1044m – 747 m

Mglisty poranek nie nastrajał najlepiej ale szybko okazało się biały całun zalega tylko w dolinach co tworzyło magiczną atmosferę poranka, gdy wspieliśmy się na pierwsze wzniesienia. Pierwsze 30 km szło mi całkiem dobrze i utrzymywałem się w pierwszej 60 pomimo zgubienia trasy na kilkaset metrów. Niestety piękna pogoda i słoneczny dzień,  mimo października, zbyt ciepły jak dla mnie mocno mnie wyczerpały. Na 70 km byłem już około 80 pozycji a moje tempo, mimo nadchodzącego wieczoru i ochłodzenia, cały czas się pogarszało.

Sytuacji nie poprawiały nowe buty, które trochę poobcierały moją prawą nogę. Na 81 km zdecydowałem się na dłuższy postój. Niestety na 96 km zakończyłem bieg z powodu bolących stóp.

Po prawie roku przerwy start w kolejnym długim ultramaratonie przypomniał mi co muszę poprawić. Pomimo osłabienia wyprawą czuję że forma do wiosny powinna wrócić.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *