Akcja ratunkowa na grani Khan Tengri

Schodząc ze szczytu Khan Tengri często musieliśmy czekać na mniej obytych z technikami linowymi wspinaczy dłużej zajmujących liny poręczowe, co mocno nas spowalniało.

Około 20 już po zmroku na wysokości około 6700 m natknęliśmy się na starszego wspinacza z Estonii, który zachowywał się dość nieporadnie. Kilkukrotnie próbował wpiąć się do liny lub wybrać właściwą. Po kilkunastu minutach zorientowaliśmy się ze nie jest to normalne zachowanie a pierwsze objawy choroby wysokościowej i obrzęku mózgu.

Podaliśmy poszkodowanemu leki wraz z ostatnimi kroplami naszej herbaty. Wykazywał on także objawy wyczerpania, często się zatrzymywał. Nie miał przyrządu do zjazdu na linie, a w obecnym stanie nie wiedział jak zastosować technikę awaryjnego zjazdu z wykorzystaniem karabinka i węzła półwyblinki.

Aby bezpieczniej go sprowadzić mój partner Stanislav przekazał mu swój przyrząd ósemkę i pilnował lub niejednokrotnie sam wpinał go w liny by uniknąć błędu. Posuwaliśmy się bardzo wolno. Co chwila musieliśmy zachęcać zmęczonego i zdezorientowanego Estończyka do dalszego wysiłku.

Około 4 nad ranem osiągnęliśmy 6150 m gdzie niestandardowo poza normalnymi miejscami biwakowania znajdował się 1 namiot. Dzięki życzliwości tureckiej grupy zabiwakowaliśmy w ich namiocie siedząc na plecakach, bez śpiworów, przeczekaliśmy do 7 00 i ponownie ruszyliśmy w drogę. Z powodu choroby wysokościowej czy też odmrożonych palców musieliśmy pomoc poszkodowanemu założyć uprząż i raki gdyż nie był w stanie zrobić to sam. Szczęśliwie najtrudniejszy odcinek mieliśmy już za sobą. Około 10 00 po ponad 30 h od rozpoczęcia ataku szczytowego wyczerpani wróciliśmy do C3.

Na niższej wysokości po kilku godzinach odpoczynku i podaniu kolejnej dawki leków poszkodowany był w stanie samodzielnie kontynuować zejście i bezpiecznie wrócił do BC w następnych dniach.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *