Karkara
Po dotarciu do Biszkeku udaliśmy się na zakupy by uzupełnić zapasy jedzenia. Co prawda przywieźliśmy z Europy wyspecjalizowaną żywność liofilizowaną, jednak limit bagażu w samolocie uniemożliwia zabranie większych ilości dodatkowych produktów.
W lokalnym sklepie każdy z nas zakupił kilkanaście kilogramów słodyczy, konserw i serów. Następnego dnia, wraz z innymi alpinistami, autobusem zapewnionym przez agencje turystyczną, pojechaliśmy do miejscowości Karkara (2200m). Ponieważ leży ona dosłownie na granicy kirgisko-kazachskiej wymagane jest pozwolenie na przebywanie w strefie przygranicznej by tam dojechać. Nasze dokumenty były dokładnie sprawdzane zanim pozwolono nam pojechać dalej. Sam obóz i lądowisko śmigłowca leży jakby w strefie ziemi niczyjej, za wioską i posterunkiem służb kirgiskich nad rzeką wyznaczającą granicę.
Ponieważ przyjechaliśmy na początku sezonu jako pierwsi klienci i z powodu opóźnień w przygotowaniach musieliśmy poczekać 2 dni na nasz lot do właściwego obozu bazowego (BC) na lodowcu Południowy Inylchek. Czas ten wykorzystaliśmy na aklimatyzacyjne spacery po okolicznych 3000 wzgórzach.





