Pik Lenina – cz. 1

p1130686fgPo miesięcznych perypetiach z Muztagh Ata musiałem pożegnać wspaniałych towarzyszy tej wyprawy i samotnie udałem się na Pik Lenina. Sprawy logistyczne powierzyłem firmie turystycznej Ak-Sai. Poranny lot lokalnymi liniami lotniczymi z Bishkeku do Osh, następnie 6 h w samochodzie by po 2 latach ponownie stanąć w cieniu tego 7-tysięcznika.

Baza na Ługowej Polanie na 3600 m i okoliczne kolorowe wzgórza nie zmieniły się. Będąc już zaaklimatyzowanym nie traciłem czasu i już 1 dnia poszedłem do pierwszego obozu na 4400. Znając drogę dołączyłem do irańskiego 4 osobowego zespołu – postanowiliśmy nazajutrz wspólnie przejść najniebezpieczniejszy, pełen szczelin odcinek lodowca do obozu drugiego.

Pobudka o 3 rano szybkie śniadanie i o 4 byliśmy już w drodze. Bezchmurne niebo i księżyc w pełni dodawały uroku. Świt zastał nas zakładających uprzęże na granicy trudności technicznych na lodowcu. Mozolnie szliśmy do góry przygnieceni ciężarem ponad 20 kilogramowych plecaków. Około południa moi towarzysze zwolnili tempo, a palące słońce nie zachęcało do dłuższych przestojów.   Ostatni odcinek do drugiego obozu na 5300 pokonałem już sam. Wiedziałem ze mam dużo sił i czasu kontynuowałem wspinaczkę do 3 obozu, który osiągnąłem około 18. Niestety pogoda wbrew korzystnym prognozom szybko uległa pogorszeniu. W silnym wietrze z trudem rozbiłem swój namiot.

Góra jakby chcąc ukarać mnie za zuchwałość i próbę jej zdobycia w 2 dni zamknęła mnie w 3 obozie na wysokości 6150 m. Silny wiatr i opady śniegu wykluczały próby ataku szczytowego. Co kilka godzin musiałem odkopywać namiot przysypywany coraz to nowymi zaspami. Po 2 dniach walki z żywiołem powoli kończyło mi się jedzenie.

p1130734gfTrzeciego dnia w C3 wraz z poprawą pogody do obozu nadciągnęli kolejni wspinacze przynosząc wieści o korzystnych warunkach w nadchodzących dniach. Postanowiłem wraz z nimi zaatakować wierzchołek. O 3 nad ranem wyruszyłem w górę. Silny wiatr, już bez opadów śniegu, utrudniał podejście. Osłabiony kilkudniowym pobytem powyżej 6k czy też deficytem kalorii poruszałem się nadspodziewanie wolno. Po 2 h zawróciłem nie wierząc w powodzenie w obecnym stanie. Przespałem kilka godzin do świtu by około 9 rano spakować się i zejść do C1. Zmęczony i zdruzgotany niepowodzeniem myślałem o rezygnacji z wyprawy. Schodząc ponownie spotkałem moich irańskich towarzyszy, którzy udawali się w przeciwnym kierunku – do góry. Jak się później dowiedziałem następnego dnia stanęli na szczycie

Po dotarciu do bazy i w pełni przespanej nocy ponownie uwierzyłem w swoje siły. Mimo doskonałej pogody w następnych dniach zdawałem sobie sprawę, że potrzebuje kilka dni na regeneracje. Wróciłem do obozu bazowego by na jak najniższej wysokości oczekiwać na dalszy rozwój wypadków.

dscn2599fgdscn2607fgp1130690gfp1130623fgdscn2555gfdscn2554gfdscn2543fgdscn2540gfp1130670fgdscn2493fgdscn249gfp1130650gfdscn2590fg p1130738fgdscn2508fgdscn2514fgp1130789gfdscn2597gfdscn2533gf

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *