Muztagh Ata cz. 2

DSCN2347gfsZachęceni pozytywnymi prognozami pogody wyruszamy ponownie na stoki Muztagh Ata. Dzień po dniu pokonujemy kolejne obozy. Wieczorem drugiego dnia w C2 spotyka nas ogromne zaskoczenie- ktoś okradł nasz depozyt. Dwie osoby straciły niezbędne w ataku szczytowym cieple kurtki i rękawice a inni mniej ważne elementy wyposażenia i zapasy jedzenia. Zmęczeni odraczamy atak szczytowy.

Następnego dnia udaje się pożyczyć brakujące elementy ubioru od irańskich alpinistów i polskich znajomych, którzy przyjechali tydzień później i odbywali aklimatyzacje w C2. 
12 lipca rozpoczynamy atak szczytowy. Arek i Krzysiek wychodzą w środku nocy, a ja i Wacław około 4:30. Jest bardzo zimno – nie zatrzymujemy się by nie tracić ciepła. Doganiamy naszych 2 kolegów, którzy zatrzymali się w napotkanym namiocie, by się ogrzać i zaczekać na wschód słońca. Około 10 docieramy do obozu 3 na 6800 m. Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej. Po drodze widzimy schodzącego słaniającego się na nogach chińskiego alpinistę z butla tlenową i prowadzącego go Szerpę – nie wiemy, czy udało mu się dotrzeć na szczyt. Pozostawiamy rakiety śnieżne na wysokości około 6900. Niestety prognozy nas zawodzą – chmurzy się i zaczyna padać śnieg a widoczność spada do kilku metrów. Ścieżka w kilka minut znika. Niezrażeni kontynuujemy, zmieniając się na przedzie torując drogę w świeżym śniegu. Mamy 4 lokalizacje szczytu w odbiorniku GPS zależnie od źródła informacji. Kierujemy się w środek między nimi. Godziny mijają bez widocznej poprawy warunków atmosferycznych. Około 17 podejmujemy decyzje o odwrocie na wysokości około 7500 m – poszukiwanie dokładnego miejsca wierzchołka w tych warunkach przypominałoby szukanie igły w stogu siana. Zawiedzeni rozpoczynamy odwrót. Jakby chcąc z nas zakpić, pogoda na chwile poprawia się w okolicach C3, lecz później śnieżyce nacierają ze wzmożoną siłą. Brnąc w głębokim, świeżym śniegu po zmierzchu docieramy do naszych namiotów w C 2
DSCN2338gs
13 lipca, wśród padającego śniegu, a niżej deszczu i gradu, schodzimy do bazy by zakończyć naszą przygodę z ta górą. Jak się później okazało była to dobra decyzja – pogoda się nie poprawiła również przez następny tydzień.
Mimo że nie dotarłem do dokładnego punktu wierzchołka osiągnąłem mój rekord wysokości 7500 m n.p.m. bez użycia tlenu w niesprzyjających warunkach w 2.5 tygodnia. Dwa lata treningu nie poszły na marne i daje to nadzieję na pokonanie niższych ośmiotysięczników w przyszłości, również bez tlenu. Zgodnie z klasyfikacją Polskiego Związku Alpinizmu mogę od teraz nazywać siebie himalaistą.

Film z naszej wspinaczki: https://www.youtube.com/watch?v=tZqfKqsSdoo 

20160628_183710sg DSCN2236fgs DSCN2307sg DSCN2343sg 20160704_144853gs DSCN2286gs DSCN2296sg DSCN2324gs DSCN2327gs

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *