Elbrus – część 1

elbrus1Głównym celem tegorocznej wyprawy, jak można było przeczytać na profilu FB, był Elbrus. Ponieważ miałem także dalsze plany w gruzińskim Kaukazie wybrałem lot do Tbilisi. Na lotnisku w Warszawie spotkałem się z pozostałymi uczestnikami wyjazdu. Po przepakowaniu zbyt ciężkiego bagażu przeszliśmy odprawę i po 4 h lotu wylądowaliśmy o 4 rano w gruzińskiej stolicy.

Mając tylko 2 tygodnie wizy bez zwłoki udaliśmy się w dalszą drogę. Taksówka z lotniska udaliśmy sie na dworzec autobusowy Didube skąd minibusem pojechaliśmy do przygranicznej miejscowości Kazbegi. PRzesiedliśmy sie tam do uprzednio zamówionego rosyjskiego bus. Po południu dotarliśmy do granicy a raczej ustawiliśmy się w długiej kolejce pojazdów czekających na odprawę. Ze względu na warunki geopolityczne pozostało tylko 1 przejście graniczne miedzy Rosją a Gruzją – a w dodatku jest ono otwarte tylko od 6 do 18. Wielu podróżnych spędza tam ponad dobę zaś kierowcy tirów kilka dni. Kręta górska droga wiedzie malowniczym kanionem przez kilka kilometrów ziemi niczyjej między oboma posterunkami granicznymi. tbilisi

Jako jeden z ostatni pojazdów udaje nam się przekroczyć granice. To jednak nie koniec jazdy – poprzez Władykaukaz  oraz Nalczyk do naszego hotelu w Terskolu mamy jeszcze do pokonania ponad 250 km. W środku nocy po ponad dobie od wylotu z Warszawy możemy nareszcie odpocząć.

dscn901Z naszej dziewiątki 5 osób wybrało dobrze oznaczoną, normalną drogę, która według mnie jest mniej interesująca i skomercjalizowana, pełna zgiełku maszyn, brak jej magii przygody i wszechobecnej pustki. Ja wraz z Agnieszką, Szymonem i Maćkiem obraliśmy za cel wejście trudniejszą drogą wschodnią przy okazji chcąc zdobyć również drugi wierzchołek Elbrusa.

Po późnym śniadaniu przepakowujemy się w góry by około południa przytłoczeni ciężkimi plecakami rozpocząć naszą wędrówkę. Z wsi Elbrus spacerujemy wzdłuż lodowcowego potoku. Wieczorna burza zmusiła nas do wcześniejszego postoju. O 19 rozbijamy namioty na zielonej łące. Poranne śniadanie przerywane było wizytą ciekawskich krów zwabionych zapachem gorącego kubka J Nieliczna roślinność powoli ustępuje miejsca kamiennym usypiskom. Wieczorem docieramy na wysokość 3700m do krańca lodowca gdzie wśród skał rozbijamy namioty na drugi nocleg.

DSCN0718O świcie wchodzimy na lodowiec by jak najbezpieczniej go przekroczyć i dotrzeć na 4200. Po rozbiciu obozu popołudnie przeznaczamy na aklimatyzacyjny spacer. Czwartego dnia poruszamy się już wolniej –powoli odczuwam wysokość. Stok jest pozbawiony głębokiego, świeżego śniegu ze względu na ciągłe podmuchy wiatru. Utrudnia to znalezienie wygodnej trasy wśród lodowych pól. Miejscami wpadamy po pas w mikroszczeliny. Decydujemy się na zmianę taktyki i kontynuujemy podejście po kruchej lodowo-skalnej grani. Mamy problem ze znalezieniem wygodnego miejsca na nocleg i w końcu rozbijamy się na około 4900 na nierównej kamienistej platformie. Dokucza nam silny wiatr. Założyliśmy stanowiska nad i pod namiotami by rozciągnąć linę i zabezpieczyć również górne maszty i ustabilizować nasze schronienie. Położyliśmy się na krótki nocleg – w środku nocy zamierzamy rozpocząć atak szczytowy. Huraganowy wiatr niemal uniemożliwia sen. Z niepewnością oczekuję co przyniesie poranek.
 
 

             DSCN0738 DSCN0750 DSCN0754 dscn0755 DSCN0760 DSCN0764DSCN0769DSCN0775DSCN0781DSCN0788DSCN0800dscn0804DSCN0805DSCN0811DSCN0812

Add a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *